Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 listopada 2015

Tytułu brak. Może jesień.

Biegł najszybciej jak potrafił. Powoli tracił oddech. Ale nie mógł przestać biec. On gonił go. Chciał by się zatrzymał. Dlatego musiał biec, nadal biec, bez przerwy. W tej szaleńczej ucieczce. Nie widział go, wszędzie panował mrok. Jedynie latarnie ustawione co pięćdziesiąt metrów dawały mu jako takie poczucie bezpieczeństwa. Ale był pewien, że to złudne wrażenie. Nigdy nie był bezpieczny. Uciekał już tak długo.
Co kilkaset metrów przystawał by zaczerpnąć tchu. Opierał wtedy drżące dłonie, na jeszcze bardziej drżących kolanach i wciągał chłodne, przepełnione wilgocią powietrze do płuc. Te kilkusekundowe postoje dawały mu miniaturowe przypływy sił. Gdyż w momencie zatrzymania czuł jego oddech na plecach. Było to prawdopodobnie złudzenie, ale dzięki temu dawał rade wciąż uciekać.
Kiedy to się zaczęło? Lata temu, wraz z rozpoczęciem jesieni. Od tamtego momentu, co roku musiał się ukrywać. A gdy go znaleźli musiał uciekać. To nigdy się nie skończy. Chyba, że da się im złapać. Byłoby to samobójstwem. Ale często nad tym myślał. Czy nie lepiej byłoby umrzeć, niż uciekać przez całe życie? Przestać się bać się na każdym kroku? Mimo to wciąż miał malutką nadzieję, że któregoś dnia to się skończy. Teraz gonił go tylko ON, a był silniejszy niż kiedyś. Co dawało mu przewagę nad uciekającym człowieczkiem. Uciekinier wciąż łudził się, że uda mu się uciec i wrócić do swojego bez stresowego życia wraz z żoną i czwórką wspaniałych dzieci.
Jednak teraz, ślizgając się na mokrych jesiennych liściach, wdychając stęchłe powietrze przepełnione śmiercią i strachem, kuśtykał, potykając się, co chwilę. Był całkiem przepocony, a kropelki deszczu lecącego z nieba wcale nie ułatwiały mu szaleńczego biegu. Był zmęczony i senny. Nie miał się gdzie zatrzymać, nie mógł odpocząć. Latarnie często gasły, lub migotały swoim blado żółtym światłem. Po obu stronach drogi rosły drzewa, wysokie i mroczne. Większość straciła już swoje liście, przez co były jeszcze bardziej upiorne. Kojarzyły się z drzewami wisielców. Starał się nie rozglądać, bo on mógł kryć się gdzieś między drzewami, w zaroślach, bacznie go obserwując i czekając na jakiekolwiek drobne potknięcie. Wtedy byłoby po nim.
Adrenalina intensywnie płynęła w żyłach Roberta. Był gotów nie zatrzymywać się ani na chwilę. Chociaż zdawał sobie sprawę, że jego ciało szybko traci siły i niedługo będzie potrzebowało odpoczynku. 
Po pewnym czasie zobaczył w oddali migoczący neon. Serce załomotało mu z narastającą nadzieją. Mimo ogromnego, wciąż zwiększającego się zmęczenia przyspieszył kroku. Migoczące czerwone światło dawało nadzieję na ratunek lub, chociaż tymczasowe schronienie. Neon głosił "Tanie noclegi". Budynek był raczej niewielki. Zaledwie parterowy motelik, w całości zbudowany z czerwonej cegły, o płaskim zadaszeniu. Nie było to miejsce luksusowe, ale na ten moment nie miało to znaczenia. Jeszcze raz spojrzał na czerwony neon, który był czymś w rodzaju latarni wskazującej drogę zagubionym marynarzom.
-Tego mi było trzeba - rzekł i gwałtownie obrócił głowę spoglądając za siebie. Przecież ostrożności nigdy za wiele. Upewniwszy się, że nikogo za nim nie ma, pomaszerował  w stronę wejścia. Czując jak niepokój powoli ustępuje miejsce uldze nacisnął na klamkę i wszedł do budynku. 
Hol prezentował się raczej skromnie. Miejscami ze ścian odłaziła wyblakła tapeta. Firanki w oknach były pożółkłe. W centrum stał stary zdezelowany kontuar, za którym siedział młodo wyglądający mężczyzna. Wpatrując się bezmyślnym wzrokiem w niewielki ekran podróżnego telewizora, wyświetlającego reklamę jakiejś zupy błyskawicznej „Po której syty będziesz CAŁY DZIEŃ!", nawet nie podniósł głowy by zobaczyć przybyłego do motelu człowieka. 
-Potrzebuję pokoju, na jedną noc...- Gdy Robert mówił, głos mu drżał. Jednak zabrzmiał nad wyraz poważnie. Mężczyzna za kontuarem nadal nie wykazywał żadnego zainteresowania. Wyciągnął spod lady jeden z kluczy, raczej nie przywiązywał wagi do tego który z kluczy podał. Po czym wskazał na księgę leżącą po jego lewej stronie, nie odwracając wzroku od telewizora. -Wpisuje się pan i płaci rano. Miłej nocy.
Robert uniósł długopis przywiązany do księgi i zamaszystym ruchem wpisał swoje imię i nazwisko obok dzisiejszej daty: Robert Felston 31 październik. Zabrał klucz, na którego breloku pisało 31 i pokierował się korytarzem do owego pokoju. 
Pokój nie był bardziej zadbany od korytarza, co nie było raczej niczym dziwnym. Tutaj tapety też odłaziły od ścian, miejscami nawet były nieco pozdzierane. Narzuta na łóżku pachniała stęchlizną, więc gdy podszedł do łóżka od razu zrzucił ją na podłogę. Jeszcze raz obejrzał się za siebie, podszedł do drzwi, poruszył klamką i gdy był pewien iż nikt nie wejdzie podczas jego odpoczynku, wrócił do łóżka i szybko zasnął z twarzą wtuloną w poduszkę.

niedziela, 10 maja 2015

Miasteczko na B.

            Wychodząc z pokoju pozostawił uchylone drzwi. Zrobił to tylko po to by móc się bezszelestnie wślizgnąć do pokoju, gdy wszyscy domownicy już zasną. Teraz jednak pozostałam całkiem sama w tym wielkim, ciemnym pokoju, owinięta w kraciastą kołdrę. Dostrzegałam zarys rozwartych drzwi dzięki światłu księżyca. To zjawisko pobudzało mą wyobraźnię, gdyż uwagę skupiałam na mroku korytarza.
            Kroki ucichły, był już na dole, zapewne leżąc w łóżku i powoli odpływając w płytki, przypominający drzemkę sen. Teraz w całym domu panowała cisza. Powoli dawałam sobie pozwolenie na odpłynięcie w ramiona Morfeusza, gdy nagle, w momencie drzwi sypialni zamknęły się. A po chwili dało się słyszeć ciche stąpnięcia tuż obok nich. Brzmiało to jakby kot, lub inne małe stworzenie, przebiegło w stronę kanapy. Jednak byłam w pokoju całkiem sama. Moje serce zaczęło walić niczym młot, a oddech stał się niespokojny. Mogłam sięgnąć po telefon i oświetlić pomieszczenie jasnym światłem wyświetlacza, ale nie byłam w stanie. Strach przed tym, co mógł kryć półmrok był zbyt wielki.

niedziela, 22 marca 2015

Destroyed rebel cz.5 (Shadow)

Cz.1 
    Cz.2
       Cz.3
          → http://zakamarkiistnienia.blogspot.com/2015/02/destroyed-rebel-better-day-cz3.html

Nonna, bo takie imię nosi dziewczyna, wyszła powolnym, ociężałym krokiem z drewnianej chatki. Rozglądała się wokół siebie. Jej powieki były niewiarygodnie rozwarte, a źrenice rozszerzone. Zakręciła się wokół własnej osi i celowo upadła całym ciężarem na miękką trawę. Wszystko wokół niej było barwne, wirujące. Drzewa zdawały się wyginać wraz z szumem wiatru. Przy okazji wyostrzyły się jej wszystkie zmysły. Słyszała każdy najmniejszy szelest, lub tylko je sobie wyobrażała. Jednak czuła przyjemną błogość wynikającą z otępienia umysłu.
Podniosła się na łokciach. W głowie wciąż nie przestawało się jej kręcić i huczeć. Była skołowana, ale czuła się świetnie. Widziała jak chmury mkną po niebie, sunąc gdzieś powoli, ale jednocześnie za szybko. Czas jakby stanął w miejscu, ale biegł szybciej niż przedtem. Wszystko wyostrzone, ale jednocześnie nieostre. Świat pełen skrajności. Nienaturalny, ale piękny i niedający o sobie zapomnieć.

czwartek, 12 lutego 2015

Destroyed rebel (magical place) cz.4

Cz.1 
    Cz.2
       Cz.3

Aby dojść tam gdzie się kierowała musiała zrobić niemal godzinny spacer pieszo, ale to jej nie przeszkadzało. Po drodze miała zamiar odwiedzić starego znajomego, który należał do tej sfery znajomości, jakiej nikt nie powinien mieć. Jednak potrzebowała tego, potrzebowała stracić kolejne parę godzin z życia, zapomnieć o problemach ogniska domowego i odpocząć.
Dzień zaczął się wyjątkowo przyjemnie. Słońce nie raziło, nie było ani gorąco, ani zimno. Wszędzie były ślady po wczorajszej ulewie, kałuże i błoto. Ciężkie buty w połączeniu z błotnistą nawierzchnią powodowały zabawny mlaszczący dźwięk. Każdy krok powodował wyjątkową i niemal niespotykaną u bohaterki euforię, tym bardziej rzadką, iż nie często następowała tuż po wizycie w psychomedycznym domu wariatów
Mijając niewielkie skupisko witryn sklepowych u stóp wiekowej kamienicy zauważyła znajomą sylwetkę. Podeszła zgarbiona rozglądając się wokół. Osobnik w bluzie z kapturem naciągniętym na głowę od razu ją rozpoznał.

środa, 4 lutego 2015

Destroyed rebel (better day) cz.3

Cz.1 

 Przez zabrudzoną szybę do pokoju wpadły pierwsze, acz stanowcze promienie słońca. Brak zasłony pozwalał im bez problemu oświetlić większość ponurego pomieszczenia. Punkty przyozdobione prostokątnymi taflami światła, w całej okazałości przedstawiały ponure, szare ściany z kruszejącym tynkiem. Gdzie nie gdzie powierzchnię przykrywały pożółkłe plakaty, odbarwienia, przetarcia i zadarcia ukazywały ich sfatygowany żywot. W kącie stała niewielka stara szafa, drzwi się nie domykały, z wewnątrz wystawały fragmenty nie poskładanych ubrań. Tuż obok szafy leżała rozrzucona para skórzanych butów.  A w ich pobliżu walały się różne papiery i śmieci.
Wzdłuż ściany na której znajdowało się okno, stało łóżko, na którym leżała półnaga, blada istota. Rozciągnięte po wersalce ciało niedbale okryte było kocem. Jedna z kontrastujących z szarym kocem nóg wystawała, zwisając leniwie tuż nad podłogą. Materiał koca ułożony w pozwijane fale odkrywał znaczną część i tak już mocno odkrytego ciała. Wyraźnie widać siniaki i zadrapania. Szczupła, ale wciąż zgrabna sylwetka odziana była tylko w czarne bokserki i białą, rozciągniętą koszulkę z niedbale obciętymi rękawami, która w tym momencie ciasno przylegała do talii i żeber dziewczyny. Głowa śniącej wtulona w poduszkę, twarz prawie całkiem schowana w materiale. Białe włosy niechlujnie spięte w koński ogon rozpierzchnięte wokół głowy wyraźnie odznaczały się na czarnym materiale.

wtorek, 6 stycznia 2015

Destroyed rebel (home) cz.2

 Cz.1

Gdy wychodziła z budynku znów zaczął padać deszcz. Miała teraz bardziej zmierzwione włosy, które oblepiały jej wychudłe policzki. Naciągnęła na głowę kaptur i ciężko tupiąc butami poszła w stronę przystanku. Miała wyjątkowo mizerny humor. Jak zawsze po spotkaniu swojego nemezis, czyli krótko mówiąc jej psychiatry. Nerwy nie uchodziły z niej zbyt szybko po tych spotkaniach. Tym razem również. Idąc swoją cotygodniową trasą kopała we wszystko co się napatoczyło z wyjątkową nienawiścią. Twarz wykrzywiał jej grymas który odstraszyłby każdego przechodnia, oczywiście gdyby jakikolwiek był w jej pobliżu.
 Było już późno. Okolice spowił mrok, w domach gasły światła. Między kamienicami biegały wygłodniałe koty goniące swoją kolację. W oddali trąbiły klaksony ciężarówek, tirowcy przeganiali się by zdążyć się nawalić przed wieczorną emisją meczu, może któryś nawet zaliczy swoją żonkę. Płacz dzieci był tu normą, nie ustawał nawet nocą. Można nazwać to miejsce typowym, dla niej takie właśnie było, typowe.

środa, 3 grudnia 2014

Destroyed rebel. (beginning) cz.1

Cz.4
       → http://zakamarkiistnienia.blogspot.com/2015/02/destroyed-rebel-magical-place-cz4.html

Jej smutne oczy wędrowały leniwie sunąc po krajobrazie pędzącym za zaparowaną szybą, po której powolnie spływały parujące krople. Obraz przesuwający się za oknem spowijało delikatne światło zachodzącego słońca. Ten zabieg natury powodował we wnętrzu dziewczyny przyjemne wspomnienia. Jednak teraz, nie miało to większego znaczenia. 
Autobus świecący pustkami kierował się w stronę niewielkiego miasta, spowitego smogiem spalin i ogólnym zniszczeniem podupadającej cywilizacji. Rozmyślenia całkowicie pochłonęły pasażerkę. Myślała właśnie na temat swojego marnego dnia. Miała, bowiem spędzić kilka następnych godzin w starym rozpadającym się budynku. Szczerze nienawidziła tego miejsca, czuła się tam nieswojo i źle. Na jej nieszczęście musiała przesiadywać, co najmniej kilka godzin tygodniowo w tym śmierdzącym moczem i medykamentami miejscu. 
Autobus gwałtownie zahamował wydając z siebie przenikliwy pisk ocierających o siebie hamulców, co wyrwało zamyśloną dziewczynę z letargu. Drzwi otworzyły się z cichym sykiem zasysanego powietrza. Dziewczyna zebrała obszarpaną torbę z siedzenia obok siebie i wybiegła z pojazdu, omal nie potykając się na schodkach. 

piątek, 31 października 2014

Dziewczyna z taksówki

 Na parking taksówek wbiegła dziewczyna, całkiem przemoczona. Nie było to dziwne, chociażby dlatego, że akurat była ulewa. Lodowaty wiatr szarpał kroplami deszczu na wszystkie strony. Było ciemno, ale dziewczynę łatwo można była wychwycić w tych ciemnościach. Miała na sobie bowiem jasne ubrania.
 Wpadła na tylne siedzenie taksówki z rozszalałym wzrokiem, dysząc ze zmęczenia. Mokre ubrania oblepiały jej ciało, spod turkusowej koszulki przezierał czarny biustonosz. Włosy, z których skapywały krople oblepiały jej twarz, całą oblaną rumieńcem.
  Ciąg dalszy

czwartek, 29 maja 2014

Zmiennokształtni

Świat spowiła gęsta mgła. Ludzie pozamykali się szczelnie w swoich "bezpiecznych" domach.
Od kilku już dni na ulicach nie było żywej duszy. Niebo praktycznie bez przerwy przysłonięte było ciemnością, na przemiennie z szarością dnia.

Dlaczego ludzie ukrywają się? Odpowiedź jest bardzo prosta, zawarta w krótkiej historii:


poniedziałek, 5 maja 2014

Forest

Odnalazłam piękne miejsce, czuję się jakbym to jego właśnie szukała od zawsze.
Idę po miękkiej ściółce lasu, bosymi stopami czuję wilgoć i miękkie rośliny przylepiające się leniwie do mojej skóry. Idę przed siebie, nie mam celu, chociaż coś pcha mnie w tym kierunku.
Słońce już chyli się ku upadkowi. Kryje się za tęczowymi chmurami, uśmiecha się do mnie i powoli znika za horyzontem. Widzę je słabo spomiędzy drzew, ale jest piękne, oświetla ostatnimi promieniami nieznaną mi leśną polanę.


niedziela, 5 stycznia 2014

Pobudka

 Środek nocy. Budzę się bez większego powodu z odkrytym ciałem. Kołdra leży na podłodze. Czyżby zrzucił ją podczas snu? Co mi się tak właściwie śniło? Eh... Nie pamiętam, nieważne. Siadam na łóżku i przecieram obolałe oczy. Nie są jeszcze przyzwyczajone do nocnej ciemności. Sięgam po komórkę, dobrze by było wiedzieć która jest godzina. Fuck, rozładowana. Czy ja jej przypadkiem nie podłączyłem na noc do ładowarki? Nie wiem, nie pamiętam.
 Spuszczam nogi z łóżka, zimna podłoga, nic przyjemnego. Kiedy po kilku, ciągnących się niemiłosiernie, sekundach moje stopy przywykły do chłodu podłogi zmotywowałem się i wstałem z łóżka. Poczłapałem dość chwiejnym krokiem do biurka i zapaliłem lampkę. Światło raziło moje oczy dlatego kolejne sekundy spędziłem na mrużeniu oślepionych oczu. Kiedy byłem już w stanie przyjrzeć się wnętrzu mojego pokoju bez zbędnych palm i majaków, zauważyłem, że na podłodze są rozrzucone ubrania, które wczoraj ułożyłem na krześle. Eh, może i tego nie zrobiłem, ale wydaje mi się, że o tum bym nie zapomniał.

czwartek, 14 listopada 2013

Cień


 Być może to nieprawda, ale jest podejrzenie, że to nasz świat jest odbiciem w lustrze, że to my jesteśmy Ci odwróceni. Ale Czy to możliwe? Czy jest szansa, że nie jesteśmy realnym, istniejącym bytem, a jedynie czyimś odbiciem w tafli szkła?

***

czwartek, 31 października 2013

Halloween

 Autobus nie zatrzymywał się jeszcze przez długi czas. Wszystko za oknami pogrążone było w ciemności. Nie wiedziała, ani tym bardziej nie widziała dokąd zabiera ją "nawiedzony" pojazd. Była co najmniej przerażona.
 Martwi ludzie siedzący przed nią nie poruszali się, byli jak zaklęci, przemienieni w posągi. Ale wiedziała, że są gotowi w każdej chwili ją zaatakować gdyby tylko wykonała jakiś gwałtowny ruch. Dlatego siedziała sparaliżowana strachem, cała blada i łzami w oczach czekając, to czekanie połączone z niewiedzą było najgorsze.
 Sekundy zamieniały się w minuty, minuty w godziny. Czuła, że z nerwów robi jej się niedobrze, chociaż to mogło być przez wszechobecny zapach gnijących ciał. Chciała żeby to się już skończyło...
 Nagle autobus zatrzymał się i z całą mocą szarpną pasażerami, dziewczyna uderzyła głową w fotel przed nią i straciła przytomność.

środa, 30 października 2013

Początek Halloween

 Codziennie wraca do domu autobusem, jeździ nim też cała masa innych ludzi i nigdy nikt nie zwracał na nią większej uwagi. 
 Tamtego dnia wszystko było jakieś inne. Kiedy wsiadła do autobusu z wielką teczką przewieszoną przez ramię i rogalem w zębach inni pasażerowie wydali jej się dziwnie cisi. Usiadła, raczej nie przejmując się tym, w jednym z ostatnich siedzeń. Nikt nie usiadł obok niej Cudownie! pomyślała, na prawdę była zadowolona z tego faktu. Nim zabrała się za dokończenie swojego "obiadu" założyła na uszy słuchawki i mimochodem przestała zwracać uwagę na wszystko wokół. Kiedy już zjadła oparła leniwie głowę o szybę i przymknęła oczy.

niedziela, 6 października 2013

Zakochani

 Śpij słodko kochanie, powiedział kiedy kładł się obok i gasił światło. Ona już praktycznie spała, ale coś odmruknęła, brzmiało to raczej jak jakieś "hrrmmmmhmmmmhrrr", ale jednak ucieszyło go to i jak głupi uśmiechnął się do jej nieświadomej twarzyczki. Była młodsza, sporo młodsza dziesięć lat, ale on ją kochał całym sobą, nie obchodziło go, że ona ma zaledwie 14 lat.
 W pokoju było całkiem ciemno, brązowe zasłony nie przepuszczały świateł zza okna, założyli takie tylko dlatego, że przeszkadzało jej światło lampy tuż za oknem. Był głupi na jej punkcie i zrobił by dla niej wszystko, gdyby chciała to pewnie by i zamurował to durne okno.
 Zamieszali razem jakiś miesiąc temu, ona uciekła z domu, a on wynajął małe zapuszczone mieszkanie za miastem. Żyło im się całkiem dobrze. On wstawał wcześnie rano i szedł do pracy, a ona zostawała sama w domu na kilka lub kilkanaście godzin, bo porzuciła szkołę.

niedziela, 28 lipca 2013

Tajemnicza właścicielka

 Ostatnio wyprowadziłam się od rodziców. Nareszcie trochę spokoju. Szczerze mówiąc tylko na to czekałam. Mam słabą robotę, ale zawsze to jakieś pieniądze i dzięki temu udało mi się wynająć mieszkanie, skromne i jakże w marnym stanie, ale przynajmniej mam gdzie mieszkać.

 Owe mieszkanie jest połową niewielkiego domu, druga należy do starszej pani która wynajmuje mi moje mieszkanko. Nie jest to kobieta zbyt rozmowna, wydaje mi się, że ma ponad 75 lat. Nie dziwie jej się, ja w jej wieku zapewne też będę małomówną staruszką samotnie siedzącą w domu.

piątek, 26 lipca 2013

Przekleństwo czy dar?

 Ostatnimi czasy zauważyła u siebie dziwną umiejętność. Ale nie to jest najważniejsze, bo z tą umiejętnością wiąże się pewna historia. Możliwe, że nikt w to nie uwierzy i zostanę wyśmiana, a może uznana za psychicznie chorą? Nie interesuje mnie to, po prostu chcę się podzielić ze światem, z innymi ludźmi tym co przeżyłam.

1. Dzień w którym zrozumiałam co ze mną jest nie tak.

środa, 24 lipca 2013

Inny świat nocnych mar

  Obudziłam się w bardzo dziwnym miejscu. Tu jest jakoś tak... tak inaczej. Niebo jest szare i ponure, można by rzec iż martwe. Chmury wiszą w bezruchu, jak by je ktoś namalował i zaczarował, mimo to są przepiękne. Ja leże na trawie, jest szorstka, kołysze się od delikatnego wiatru, który nie przenosi ani chłodu, ani ciepła, nie ma zapachu. Kolor trawy też nie był do końca naturalny, była taka szaro zielona, jak by chora zieleń. Kiedy zorientowałam się, że leżę na tej przedziwnej trawie prawie od razu się podniosłam. 
  Od razu rzuciła mi się w oczy biel bijąca od mojego ubrania. Mam na sobie białą, długą powiewającą suknię, przypomina długą koszulę nocną. Ma długie rękawy, jest zapięta pod samą szyję malutkimi białymi guziczkami. Nie mam na sobie nic oprócz owej koszuli. Bose stopy stąpają po szorstkiej trawie, dłonie owiewa dziwny wiatr, którego nie da się opisać. Niebo nadal jest jak zaklęte, nie porusza się, nie żyje. 

czwartek, 4 lipca 2013

Spacery po zmroku

  Ostatnio kupiłem psa. W końcu mieszkam sam, a mieszkanie sam na sam ze sobą w małym mieszkanku jest męczące i nudne. Ale do rzeczy, mieszkam na ponurym osiedlu, a teraz dzięki mojemu psiemu towarzyszowi częściej wychodzę na spacery. Niestety spacery są konieczne także wieczorami gdy na dworze jest naprawdę nieprzyjemnie. 
  Na moim osiedlu kręci się sporo pijaków i nieogarniętych kiboli, którzy są gotowi do bójki zawsze i wszędzie. Mój pies natomiast nie jest zbyt "bojowym" zwierzęciem, toteż nie mam co liczyć na większą obronę z jego strony. Ostatnio mój pupil, nazywa się Radar, coraz chętniej wychodzi na wieczorne spacery, zazwyczaj zaczyna drapać drzwi około godziny 23 i nie daje spokoju dopóki go nie wyprowadzę. Więc bez marudzenia zabieram go na nocny obchód bloków, oczywiście ja za tym nie przepadam. Jednakowoż parę ostatnich spacerów było inne niż zawsze. 

sobota, 29 czerwca 2013

Strych


  Może nie jestem najlepszą osobą by o tym opowiedzieć, ale prawdopodobnie jestem jedyną osobą jaka ją poznała i w nią uwierzyła.

  Historię poznałam od mojej babci, bo to jej się to przydarzyło. Niestety moja babcia zmarła w zeszłym tygodniu i od tego czasu zaczyna mnie coś martwić, ale o tym później.